W kredzie umazane mam palce. Pod paznokciami utworzyły się grudki pigmentu.
Usiadłam na chodniku. Strzeliło mi zostawić slad. To żebyś wiedzial, ze jestem nie tylko na odciskach palców, zdjęciach cyfrowych, numerach telefonu.
Przechodzień potrąca różowe ramię leżące bezwstydnie na czterech kafelkach chodniku. Ktoś depcze twarz niebieskimi mokasynami. Przejechał się rowerzysta po piersi. Aż zaparło dech.
Ulicą idziesz, kochany, jakoś nieśmiało. Chwiejny ruch, tancerz amator z ciebie.
Wiem, że jutro spadnie deszcz. Załatwiłam dwa parasole. Tobie i osiemnastu kafelkom mnie.


konewka



