Nie ma prawa nauczać, ani narzucać swego zdania.
Całą prawdę ubiera w szaty retorycznego pytania,
Na które sam jak każdy nie zna odpowiedzi,
Bo gdyby znał, to by nie przy biórku, a po prawicy Boga siedział.
Kocha się w piękności, bo uważa, że ją tworzy,
Szuka ideałów w swej pracy owocach.
Przez co swój dorobek wciąż mnoży i mnoży,
I myśli, że ludzie czytają go nawet po nocach.
W swych wierszach umiera razy dziesięć,
Oddaje za naród swą niewinną duszę,
Szlocha łzami rzewnymi jak małe dziecię
I inne nieludzkie znosi katusze.
Zbawi nas wszystkich lekkością swego rymu,
Osuszy łzy sieroty, rozwieje nieporozumienia,
Których pozbędzie się elegancko jak wiatr dymu.
Nakarmi nasze dusze chlebem wierzenia.
Po śmierci wzniesie się nad poziomy wieczności
I ujrzy świat, który opiewał jako sługa wierny...
Lecz nikt mu nie wypowie wyrazu wdzięczności.
Czy ten świat nie jest zbyt niemiłosierny?..


rock_girl







