Sens życia? Ukryty głęboko,
Na dnie oceanu, i w górach wysokich.
Na motyla skrzydeł kolorowej mapie,
Kiedy każdy moment dnia swego łapie.
W obłokach dalekich i trawie zielonej,
wiosną do życia na nowo zbudzonej.
W skupieniu cmentarza i krakaniu wrony,
W wiernych ślepiach psa, choć został zdradzony.
W pieśni słowika i wiatru powiewie,
w puchu z dmuchawca i pioruna gniewie,
W słońca wschodzie, a może zachodzie?
Bo koniec już wie, czego początek jeszcze nie powie.
W dobrego przyjaciela pomocnej dłoni,
Która od przykrości rada osłoni.
W kasztanie na szczęście w kieszeni,
i we wszystkich naraz barwach jesieni.
W gwiazdach, co świeciły nad pradziadami,
I w szerokich przestworzach wód z delfinami.
W śmiechu wesołym, serdecznym,
i we śnie spokojnym, bezpiecznym.
W ziarnami złotymi nabrzmiałym kłosie,
i w dzwonów kościelnych donośnym głosie,
W kawałku chleba Św. Agaty,
we wsparciu kochających mamy i taty.
W choroby nagłej bezlitosności,
I ponurego dnia bezkolorowości,
W słonecznych rozkicanych zajączkach,
i niosących dobre nowiny pajączkach.
W diamentach porannej rosy,
i w uroku, kiedy księżyc w pełni, nocy,
W niewinnej dziecięcej psocie,
I w rechocie żab na błocie.
W słodyczy wonnych dojrzałych poziomek,
W wytrwałosci ślimaka, co dźwiga swój domek,
W rzece, która nieustannie płynie,
i po prostu w codziennej rutynie.
W krzyku odlatujących żurawi,
gdy żegnają to, co muszą zostawić.
W muzyce deszczu, gdy po parapecie tańczy,
I w ciepłych pocałunkach słońca na twarzy.
Sens życia ogarnia tak wiele,
A ktoś się z tego tylko wyśmieje.
Ludzie od wieków szukają jak ślepi,
Lecz gdy go odnajdą, odnajdą też siebie.


Bonanza
