Wychudzony biedak z ogonem,
Wpadnięte boczki, sierść komem.
Chodź, zaufaj, ogrzeję, nakarmię.
Już wie, co to człowiek, w bok się szarpie.
Nie zrobię ci krzywdy, tu miska z karmą,
Zapraszam do domu, ja cię przygarnę.
Odległości się trzyma, nie wierzy jeszcze,
„Nie rzuci kamieniem? I nie nawrzeszczy? „
Był czas, że to tuliło się do ludzi,
W nadziei, że w kimś może litość zbudzi,
Jednak nikt nie chciał takiego kłopotu,
Kotek wpatrywał się w okna zza płotu.
Dziś mruczy cicho na moich kolanach,
Znaku nie zostało po byłych ranach,
Nie ma na świecie wierniejszej przyjaźni,
Ty też potrafisz, nie przegap okazji.


Bonanza





