Uciekł złotemu słonku promyk mały,
Schował się w bystrym strumyku,
nie boi się wcale dostać nagany,
Nikt się nie dowie o smyku.
Wszędzie go szuka słonko-mama,
A on, swawolny, chce bawić się wodą,
I tak się kąpie w strumyku od rana,
Czuje się dorosły, cieszy się swobodą.
Słonko promyki liczy, do kieszonki zbiera,
Jednego najmniejszego wciąż nie ma,
Ciekawski księżyc zza chmurki wyziera,
Noc nadchodzi, słonko kołysankę śpiewa.
Usłyszał promyk głos słonka-mamy,
Tęsknota w serduszku nagle wezbrała,
Zapragnął przytulić się do jej piżamy,
By wypieściła, jasne włosy głaskała.
Więc pędem biegnie, do słonka wraca,
Mały promyk, dzieciak niesforny,
Mama wszystko rozumie, wybacza,
Bo kocha łobuzów, jak i pokornych.


Bonanza




